Powstanie “Żelaznej Rady Chin” Miéville’a (oryginał z 2005 roku) przepełnionej klimatem rewolucji, walki o władzę, anarchii i okrucieństwa wojny, jak łatwo się domyślić, przyczyniło się do wysypu licznych recenzji bardzo mocno wskazujących na wymiar polityczny utworu. Powszechnie wiadomo, że autor powieści od lat zaangażowany jest w działalność polityczną (swego czasu startował nawet w wyborach parlamentarnych). Postanowiliśmy porozmawiać nieco na te tematy.

China Miéville otwarcie określa się mianem socjalisty. W rozmowach z ludźmi z Europy Wschodniej, identyfikowanie się w ten sposób nie jest jednak ani szczególnie niezwykłe, ani kontrowersyjne. Z zupełnie inną percepcją socjalizmu mamy do czynienia w Stanach Zjednoczonych i w byłym Bloku Wschodnim. Jak mówi nasz rozmówca – “w USA socjalizm w jakiejkolwiek formie został całkowicie zdeprecjonowany przez dziesięciolecia Makkartyzmu i post-Makkartyzmu. Tymczasem w Europie Wschodniej z oczywistych powodów socjalizm zapracował sobie na wyjątkowo negatywną opinię”.

Socjalizm socjalizmowi nierówny?

Dla Miéville’a sprawą absolutnie priorytetową jest to, iż tradycja socjalizmu, z której wyrastał, nie jest nawet podobna do tradycji stalinowskiej. Co więcej, wielu jego socjalistycznych bohaterów zostało zamordowanych przez stalinowców. Tradycja socjalizmu, z jakim się utożsamia, w swoim panteonie ma Victora Serge, Trockiego… “Poświęcił dziesiątki lat na toczenie desperackiej walki przeciw dławieniu demokracji obywatelskiej w Związku Sowieckim i krajach satelickich. Więc przypuszczam, że jest to swego rodzaju obrona, którą chciałbym wygłosić wobec moich polskich czytelników, by wyjaśnić, iż moja tożsamość znajduje się w radykalnej opozycji w stosunku do tej tamtej tradycji.” – wyjaśnia pisarz.
Socjalizm jest dla niego nade wszystko samowyzwoleniem uciśnionych, klasy pracującej, kolorowych, a w obrębie Bloku Wschodniego było odwrotnie – chodziło o stłamszenie samowyzwolenia.

Na pytanie, czy wierzy w marksizm jako coś, co jeszcze raz, od początku można wykorzystać jako swego rodzaju fundament dla przemian społecznych, Miéville odpowiada, że czuje się marksistą a sam marksizm definiuje jako analizę świata, jego krytykę, co również prowadzi do pewnego zespołu praktyk politycznych. Zauważa również istnienie tylu odmian marksizmu, ile smaków lodów, co więcej – toczących ze sobą zawzięte spory, więc nie można tu mówić o jakiejś ujednoliconej wizji. Autor dodaje – “To, co w moim odczuciu wydarzyło się w Rosji między rokiem 1924 a 1930 było czymś nader specyficznym. Miała miejsce swego rodzaju katastrofa za sprawą wojny domowej, imperialistycznych ataków, walącej się infrastruktury, a także szalejącej biurokracji. Istnieją zatem konkretne powody historyczne, dla których doszło do czegoś takiego jak stalinizm. Istnieją też konkretne powody historyczne, dla których Chińska Partia Komunistyczna wkroczyła na taką a nie inną ścieżkę w latach 40. i doprowadziła do despotycznych rządów, Rewolucji Kulturalnej itd.”

Miéville nie wyklucza rozwiązań innych systemów

Miéville unika koncepcji, według której marksizm, a tym bardziej socjalizm, poniósł porażkę vide Blok Wschodni – nazywa ją “ahistoryczną” i “oderwaną od teorii”. Marksizm jako teoria, wyjaśniająca i krytykująca społeczeństwo wydaje mu się jak najbardziej aktualna – “Mam na myśli marksizm niedogmatyczny, otwarty, ale krytyczny, który nie wyklucza czerpania z innych, niemarksistowskich teorii’. Choć Miéville doskonale rozumie, że dogmatyzm jest bardzo niebezpieczny w każdej szkole filozoficznej, twierdzi, iż przyswojenie podstawowych kategorii marksizmu, wiara, że takie właśnie podejście klasycznego marksizmu jest najlepszym sposobem rozumienia świata, a w konsekwencji jego zmiany, jest dla niego czymś jak najbardziej poprawnym. Należy być świadomym wszelkich niebezpieczeństw, jednak warto pamiętać, iż nie są one nieuniknione. Pisarz zwraca też uwagę na kontekst, w jakim te rzeczy się wydarzyły: “Upadek rewolucji, to, że zawsze pożera ona swoje dzieci i tym podobne frazesy. Odnoszę wrażenie, że służą one raczej unikaniu wyjaśnienia, bo jestem przekonany, że istnieją powody, dla których coś się udaje, a coś nie. Więc moim zadaniem, jako socjalisty, który akceptuje teorię marksistowską, jest skorzystać z niej, próbując zmienić świat a jednocześnie pozostać niezwykle czujnym na wszelkiego rodzaju zagrożenia, co często oznacza czerpanie z teorii, które niekoniecznie należą do naszego kanonu. Kwestią zasadniczą jest dla mnie to, że moim zdaniem nie radzimy sobie z tym jakoś szczególnie dobrze, świat nie funkcjonuje idealnie.”

Liczy się wiara w swoje przekonania

Choć współczesnego odczytania myśli Marksa oraz próby zastosowania jej w praktyce Miéville nie określiłby mianem lekarstwa na stagnację późnego kapitalizmu, analiza tego, co nie funkcjonuje w kapitalizmie w sensie gospodarczym z punktu widzenia teorii marksistowskiej jest jego zdaniem najlepszym z możliwych podejść do problemu, gdyż nigdy nie zetknął się z innym paradygmatem, który posiadałby większą moc objaśniającą bądź polityczną. Nazywa się więc jestem marksistą, ponieważ wierzy. Przytacza sytuację: “Któregoś razu rozmawiałem ze znajomym, który spytał mnie “Sądzisz, że marksizm potrafi rozwiązać wszystkie problemy?”, odpowiedziałem “Nie, zdecydowanie nie. Przecież może zostać okropnie wypaczony.””

Jak twierdzi autor, żeby zostać socjalistą, radykałem czy rewolucjonistą, wystarczy postawić kilka pytań z gatunku “Czy…”:
“- Czy sądzisz, że ten świat jest w porządku?
– Nie.
– Czy sądzisz, że niemoc stworzenia lepszego wpisana jest w ludzką naturę?
– Nie.
– Czy warto zatem spróbować stworzyć lepszy świat?
– Tak.
– A czy można tego dokonać poprzez stopniową zmianę systemu?
– Nie, ze względu na cały szereg przesłanek natury teoretycznej, toteż jestem orędownikiem radykalnej zmiany systemu.”

Każdy popełnia błędy, ale tylko głupiec nie wyciąga wniosków

Jak sam zauważa, istnieje możliwość, że w którejś z tych kwestii może się mylić, a nawet jeśli ma rację, coś może pójść nie tak, a nawet już teraz idzie nie tak. “Dosłownie tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi codziennie umiera. Nikt o tym nie debatuje, co nie wzbudza żadnych kontrowersji. Nawet ci cholerni zwolennicy Konsensusu Waszyngtońskiego nie rozmawiają o ilości zgonów na skutek uleczalnych chorób i tak dalej.

Więc w jaki sposób funkcjonuje obecnie świat? Dla mnie jest to zupełnie oczywiste, a zatem wystarczy uwierzyć w to, że ryzyko wypaczenia socjalistycznej próby przemiany świata jest mniejsze niż ryzyko, że bez niej będzie jeszcze gorzej. Jedyny powód, dla którego nie idziemy drogą radykalną jest taki, iż wierzymy w poważne zagrożenie, że może być jeszcze gorzej. A ja po prostu wierzę, że warto zaryzykować. Nie wierzę, że taki świat jest tym najlepszym na jaki nas stać. I nawet kiedy wiele rzeczy ulegnie wypaczeniu, bo zapewne w sposób nieunikniony do tego dojdzie, to pytam czy faktycznie doprowadzi to do jeszcze większych masowych aktów przemocy, głodu, ubóstwa niż to, co mamy w tej chwili? Nie, sądzę, że statystycznie rzecz biorąc jest to mało prawdopodobne, toteż zgodziłbym się na wszelkie błędy, jakie możemy popełnić po drodze, jako koszta, które warto ponieść.

A jeśli się mylę i zmieniłoby się to w jeden wielki globalny stalinowski biurokratyczny koszmar, byłoby to przerażające, ale nie wierzę, że jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Głównie dlatego, iż staram się jak najdogłębniej zrozumieć to, co uległo wypaczeniu poprzednio, oraz to, jak możemy uniknąć tego następnym razem.” – podsumowuje Miéville.

Wiedza kluczem do poznania, poznanie do oświecenia

“Fakt, iż ludzie dziś głodują, a przecież nie ma takiej konieczności, jest, można pomyśleć, sprawą wielkiej wagi.” Ten ironiczny cytat z Gramsciego robi na pisarzu, jak sam przyznał, duże wrażenie. Właśnie dlatego jest socjalistą. Ale przecież nim się nie urodził, nie był dzieckiem w czerwonych pieluchach. Do tego stanowiska doszedł poprzez liczne lektury, rozmyślania, działalność. Nie czuje się jestem jednak człowiekiem o ciasnych poglądach. Jeśli przyjdzie do mnie ktoś kto poda mu stosowne argumenty na poparcie innej teorii, z pewnością zrewiduje swoje paradygmaty. Bycie marksistą nie jest przeciwstawne wobec bycia otwartym. To część całego procesu.

Tradycja marksistowska, z której wyrasta, grupa, w której działa, nauczyła go ogromnie dużo od ruchu praw gejowskich, czarnego radykalizmu, ruchu feministycznego, i zintegrowała je w swojej teorii. A marksizm w najgorszym swoim wydaniu, czyli stalinizm, miał bardzo niewiele do powiedzenia w kwestiach rasowości czy seksualności, nie licząc, rzecz jasna, wszystkich tych okropieństw, jakich się dopuścił. Ale gdyby czuł, że bycie marksistą czy też socjalistą czyni z niego człowieka ograniczonego, byłby przerażony. Właśnie z tego powodu poddaje wszystkie te idee ciągłej weryfikacji.